tanie noclegi w Wiśle |demontaz |play euro millions
„— Był tu! — odpowiedział też ledwie słyszalnie zamorusany technik z żarówką w rękach.
—A gdzie się podział, jak Boga kocham
— Tss... o co chodzi — doszło z boku. W półmroku widniała czyjaś postać w kamizelce i z rozpiętym kołnierzykiem.
— O nieszczęśliwy wypadek... Chyba auto kogoś przejechało... Szukają pana z podwiązanym okiem... Może ktoś z rodziny...
— Wiem, że siedział w przerwie w garderobie... U pana Groke.
— Zaraz tam polecę!... — Bileter znów chwycił Leona za rękaw. — Tylko niech szanowny pan nie stoi w przejem. Ot tam... ot tam — niemal odepchnął go do tylu. — Ot tam, niech pan spokojnie zaczeka... Ja migiem.. — i po chwili staruszek gdzieś znikł.
Leon pozostał w jakimś zakamarku, zastawionym prostokątami z dykty oklejonej tapetami i z wiszącą w głębi płachtą, na której żółkł olbrzymi wymalowany słonecznik. Ostrożnie stąpając, chodził w wąskim przejściu tam i nazad, a gdy odwracał głowę, widział na ścianie napis Cisza. Zupełnie jak na korytarzu szpitalnym. Powiódł z przykrością ramionami, bo przypomniał mu się zapach eteru. Szpital, co się tam teraz odbywało ha... A tu tymczasem minuta upływała za minutą, a stary bileter wciąż nie wracał. I skąd ta muzyka — nagle sobie uprzytomnił. Rzekłbyś fortepian ukrywał się tuż pod bokiem — gdyby poruszył łokciem, toby chyba go dotknął. Nadal chodził tam i z powrotem, omijając pień drzewa zrobionego z tektury. Wtem zobaczy!, że nie jest tu sam. Nie szło o mechaników, co to siedzieli pod stropem nad jego głową. Skądsiś zjawiły się dwie dziewczynki, może pensjonarki, w berecikach i z naiwnymi twarzyczkami, ale o nogach i łydkach już dorosłych kobiet. Stały jak wryte w podłogę za drugą boczną kotarą i trzymając się za ręce; patrzyły przed siebie. Jedna miała taki wyraz twarzy, jak gdyby głowiła się nad jakimś skomplikowanym szkolnym zadaniem. Druga wciąż poszerzała oczy i zdawało się, że chce zamrugać, a nie może. Co się tu znów dzieje pomyślał, spojrzawszy na nie jak na ową sikorkę, co przefrunęła z krzyża na grobowiec. Ominął wysoki kosz z kwiatami i przystanął za ich plecami.“(2)
Zakłady Bukmacherskie |hotele spa w górach |Katalog
„— Był tu! — odpowiedział też ledwie słyszalnie zamorusany technik z żarówką w rękach.
—A gdzie się podział, jak Boga kocham
— Tss... o co chodzi — doszło z boku. W półmroku widniała czyjaś postać w kamizelce i z rozpiętym kołnierzykiem.
— O nieszczęśliwy wypadek... Chyba auto kogoś przejechało... Szukają pana z podwiązanym okiem... Może ktoś z rodziny...
— Wiem, że siedział w przerwie w garderobie... U pana Groke.
— Zaraz tam polecę!... — Bileter znów chwycił Leona za rękaw. — Tylko niech szanowny pan nie stoi w przejem. Ot tam... ot tam — niemal odepchnął go do tylu. — Ot tam, niech pan spokojnie zaczeka... Ja migiem.. — i po chwili staruszek gdzieś znikł.
Leon pozostał w jakimś zakamarku, zastawionym prostokątami z dykty oklejonej tapetami i z wiszącą w głębi płachtą, na której żółkł olbrzymi wymalowany słonecznik. Ostrożnie stąpając, chodził w wąskim przejściu tam i nazad, a gdy odwracał głowę, widział na ścianie napis Cisza. Zupełnie jak na korytarzu szpitalnym. Powiódł z przykrością ramionami, bo przypomniał mu się zapach eteru. Szpital, co się tam teraz odbywało ha... A tu tymczasem minuta upływała za minutą, a stary bileter wciąż nie wracał. I skąd ta muzyka — nagle sobie uprzytomnił. Rzekłbyś fortepian ukrywał się tuż pod bokiem — gdyby poruszył łokciem, toby chyba go dotknął. Nadal chodził tam i z powrotem, omijając pień drzewa zrobionego z tektury. Wtem zobaczy!, że nie jest tu sam. Nie szło o mechaników, co to siedzieli pod stropem nad jego głową. Skądsiś zjawiły się dwie dziewczynki, może pensjonarki, w berecikach i z naiwnymi twarzyczkami, ale o nogach i łydkach już dorosłych kobiet. Stały jak wryte w podłogę za drugą boczną kotarą i trzymając się za ręce; patrzyły przed siebie. Jedna miała taki wyraz twarzy, jak gdyby głowiła się nad jakimś skomplikowanym szkolnym zadaniem. Druga wciąż poszerzała oczy i zdawało się, że chce zamrugać, a nie może. Co się tu znów dzieje pomyślał, spojrzawszy na nie jak na ową sikorkę, co przefrunęła z krzyża na grobowiec. Ominął wysoki kosz z kwiatami i przystanął za ich plecami.“(2)
Zakłady Bukmacherskie |hotele spa w górach |Katalog